To cotygodniowa akcja mająca na celu zapoznać Was z innymi wersjami okładek tej samej książki, które czytaliśmy, czytamy lub chcemy po nie sięgnąć.W ubiegłym rankingu najbardziej spodobały wam się okładki: niemiecka i portugalska .
To cotygodniowa akcja mająca na celu zapoznać Was z innymi wersjami okładek tej samej książki, które czytaliśmy, czytamy lub chcemy po nie sięgnąć."Gramy, udajemy i czuję zmęczenieukrywaniem pragnień i ciągłym milczeniem"*
Wydawnictwo: Jaguar
Zaczyna się niewinnie. Studencka impreza w bractwie
znajdującym się w kampusie. Gromada młodych ludzi, alkohol, muzyka i dobra
zabawa. Codzienność wielu studentów. A jednak ten wieczór dla głównej bohaterki
„Tak blisko” kończy się inaczej niż poprzednie. Odciska na niej swoje piętno,
by od tej pory prześladować ją w koszmarach i wspomnieniach.„Nigdy dotąd nie zwróciłam uwagi na Lucasa, zupełnie jakby nie istniał. Aż do tej nocy. A potem nagle wszędzie go było pełno.”*
„A kiedy spojrzałam mu w oczy, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że zaraz mnie pocałuje. Już-już zamykałam oczy i pochylałam się w jego stronę, gdy się uśmiechnął, wymamrotał po grecku coś, czego nie miałam nawet szansy zrozumieć, odpalił motor i odjechał”*
„Słyszałam, że takie rzeczy się zdarzają. Tam, skąd pochodzę, dziewczyny znikają bez śladu od dawna. Z własnych łóżek i z ulicy. (…) Te, które nie przechodzą wstępnej selekcji, wysyła się do burdeli w czerwonych dzielnicach. Inne się znajduje gnijące na poboczach dróg, bo Kolekcjonerzy nie zadają sobie nawet trudu zlikwidowania ciał. Niektóre przepadają na zawsze, rodziny nigdy nie poznają ich losu.”*
To miały być kolejne zwyczajne wakacje spędzone w ich nadmorskim domku letniskowym...
Ci sami przyjaciele, te same miejsca do odwiedzenia...
Nic... zupełnie nic, nie zapowiadało tragedii jaka miała się wydarzyć w życiu sióstr Sands.
Vanessa nie potrafi pogodzić się z niespodziewaną śmiercią siostry. W myślach wciąż powraca do rodzinnej kłótni, podczas której widziała ją ostatni raz.
„[Justine] Odwróciła głowę, tak żeby mama i tato nie widzieli jej twarzy, i wyszeptała, jedno słowo, na tyle głośno, bym mogła usłyszeć.
- Bu.
Do oczu napłynęły mi gorące łzy. Oszołomiona patrzyłam, jak przemierza taras i wchodzi do domu, pozwalając, by drzwi z siatką przeciw owadom trzasnęły za nią.
(…) Bu. Nie powiedziała „Wielkie dzięki, siostrzyczko” czy „Tym razem naprawdę przeholowałaś”, ani nawet „Od tej pory radź sobie sama” - przy czym każdy z tych tekstów pewnie wycisnąłby mi łzy z oczu – jednak nie spowodowałby nieprzyjemnego dreszczu, jaki wywołało to jedno słowo.
Wtedy jeszcze nie mogłam o tym wiedzieć, ale właśnie to słowo było ostatnim, jakie miałam usłyszeć z ust Justine.”*
Teagan McNeel od najmłodszych lat odczuwała obecność niewidzialnej osoby obok siebie. Gdy nie mogła spać, bała się lub miała do rozwiązania skomplikowany problem, ten ktoś sprawiał, że czuła się pewna siebie i bezpieczna.
Choć był obecny przy niej niewidzialny obrońca, z biegiem lat do jej snów zaczęły przekradać się koszmary... Czuła jak zaczyna otaczać ją ciemność, ktoś ją obserwuje...
A na dodatek nie mogła pozbyć się wspomnienia trzepoczących czarnych skrzydeł w głębi jej pokoju.
Ta z pozoru normalna nastolatka, miała stać się kluczowym elementem w walce pomiędzy aniołami światła, a aniołami ciemności.
Zanim to jednak nastąpi Tea spotyka na swojej drodze Garreth'a – swojego anioła stróża, a także Hadriana – charyzmatycznego bliźniaka samego Lucyfera, który nie cofnie się przed niczym by przeciągnąć Teagan na stronę zła.
Jak Tea poradzi sobie z rodzącym się uczuciem do Garreth'a oraz niebezpiecznym przyciąganiem Hadriana?
Przekonajcie się sami.
Historia opowiedziana przez Jennifer Murgia jest inna niż czytane przeze mnie do tej pory książki o aniołach. Znajdziemy w niej nie tylko dobrze nam znany schemat: śmiertelna dziewczyna + chłopak anioł/wilkołak/wampir + trochę niebezpieczeństwa = wielka miłość. Ukazana przez autorkę walka aniołów, tych dobrych i złych, anielskie symbole, aniołowie – stróże, to wszystko jest ukazane w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Fabuła utworu jest czasami przewidywalna, nie ma również jakiś niesamowitych zwrotów akcji, ale są również momenty wbijające w fotel.
Polubiłam głównych bohaterów.
Teagan za to, że nie jest kolejną słodką laleczką, które potrafią tylko wzdychać i płakać jakie to one nieszczęśliwe. Jest dziewczyną z krwi i kości, z wadami i zaletami, poza tym jest jak każda nastolatka: ma dobre i złe dni. Kocha Garreth'a, ale coś przyciąga ją również do Hadriana, co przecież jest zrozumiałe ( chyba każda z nas miała chwile słabości widząc przystojniaka, tak różniącego się od jej wybranka serca). A co najważniejsze: nie poddaje się i walczy do końca.
Zarówno Garreth, jak i Hadrian są aniołami. I na tym ich podobieństwo się kończy. Każdy z nich wybrał jednak inną drogę, co innego ceni, inaczej wygląda oraz się zachowuje. To dzięki tak drastycznej różnicy Tea ma mętlik w głowie ( nawet święty może zawahać się w obliczu tak pociągającego zła, jakim jest Hadrian).
Osobiście z utęsknieniem czekałam na momenty, kiedy na scenie pojawiał się anioł ciemności...
Główną bohaterkę Christine Candy (CC) poznajemy w dniu jej 25 urodzin, które spędza samotnie przy butelce wina, ma już dość nudnego i przewidywalnego życia. Pragnie czegoś więcej… odrobiny magii. Pod wpływem chwili rzuca zaklęcie znalezione w książce o mitologii. Nieświadoma zamieszania jakiego dokonała zasypia…
Ma niesamowity sen, który jest dopiero wstępem, do tego co ma się niebawem wydarzyć…
„Chodź do mnie, ukochana.
Głęboki głos rozbrzmiewał w jej umyśle, puls CC przyspieszył.
(…)[mężczyzna] Był śniady, egzotyczny. Długie
włosy opadały mu na mocne ramiona czarną falą, a oczy śmiały się do niej. Przez zmarszczoną powierzchnię wody widziała jego uśmiech, gdy wyciągał do niej rękę.
Próbowała wyciągnąć swoją, lecz była jak z ołowiu. Nie słuchała jej nakazu.
Przystojna twarz mężczyzny posmutniała. Wyglądał na zagubionego, a głos w jej głowie był pełen
tęsknoty.
Proszę, przyjdź do mnie...”
„Uwielbiałam żyć w tym świecie. Myślałam, że wreszcie odnalazłam własne miejsce, które mogę nazwać prawdziwym domem. Ale rozumiem teraz, że poczucie przynależności nie jest niczym fizycznym. Nie możemy go odnaleźć, zmieniając miejsce lub to co robimy. Musimy nieść je ze sobą.”
Książka Strąceni Gwen Hayes sprawi, że nasz świat zadrży w posadach. Niesamowita! Cudowna! Jedyna w swoim rodzaju! Sprawia, że chce się krzyczeć, tupać nogami, potrząsnąć za „szaty” pewnego osobnika… Wywołuje w nas skrajne emocje…
Główną bohaterką jest Theia – siedemnastolatka pozbawiona rodzicielskich uczuć. Żyje pod opieką ojca, który nadal nie pozbierał się po stracie żony. Jej dni niczym nie różnią się od siebie: szkoła, gra na skrzypcach z nauczycielem muzyki, kolacja z ojcem w całkowitym milczeniu i powrót do złotej klatki – swojego różowego pokoju stworzonego przez dekoratora wnętrz. Zakazy i nakazy, zamiast randek i spotkań z przyjaciółmi, takie jest dotychczasowe życie głównej bohaterki. Relacja z ojcem do łatwych nie należy, autorka ciekawie wykorzystała ten wątek w powieści.